Pamukkale, Turcja

Pamukkale podobno znaczy Bawełniana twierdza. Przynajmniej tak piszą w każdym przewodniku. Nie znam tureckiego, więc nie mogę potwierdzić. Ale faktycznie z moich obserwacji wynika, że słowo kale pojawia się często przy okazji zamków.

Pamukkale to wapienne wzgórze a na nim naturalne baseny z wapienną mazią na dnie. Miejscowi przekonują, że kąpiel w nich odmładza o co najmniej 5 lat. Polecam! Woda cieplutka, jest płytko, co oznacza, że nie popływamy, ale poleżeć można.

Dojazd jest prosty. Trzeba tylko znaleźć stary dworzec autobusowy (eski otogar – tyle mi zostało z „nauki” tureckiego) w Denizli, a tam autobus do Pamukkale. Wstęp do „twierdzy” kosztuje 20 TRY (informacja z sierpnia 2012) i można tam siedzieć ile się chce. Czynne całą dobę.

I jeszcze jedna WAŻNA informacja: po Pamukkale chodzi się na bosaka. A to znaczy, że:

A)      1. Najlepiej wziąć lekkie buty, które będzie się nam łatwo nosiło w ręku albo torbie

B)         2. Warto pomyśleć o pedicure przed wyprawą ;)

Pamukalle

Muzeum Niewinności

Jest taka książka Orhana Pamuka i muzeum w Stambule o takiej nazwie.

Z tego, co mi opowiedziano zrozumiałam, że bohater książki – Kemal – zbiera przedmioty związane ze swoją miłością. W książce bohater kolekcjonuje niedopałki papierosów, po czym przykleja je na ścianie w muzeum i zapisuje, z jaką kobietą był zanim wypalił tego papierosa, a obok datę; w Muzeum Niewinności na  Çukurcuma Caddesi taka ściana jest. Jest też sukienka bohaterki, w której Kemal się zakochał i łóżko, na którym opowiedział historię swojej miłości Pamukowi. A naprzeciwko łóżka wiszą puste wkłady po atramencie, które pisarz zużył tworząc powieść. I jeszcze szkice – plany muzeum wykonane przez autora książki. Bo Muzeum Niewinności w Stambule zaprojektował sam Orhan Pamuk.

Erdem, znajomy Turek, który mnie tam zaprowadził, twierdził, że historia opisana w książce jest prawdziwa i że to Kemal stworzył muzeum w Beyoğlu – dzielnicy położonej w europejskiej części Stambułu. Poszłam tam nie znając treści książki. Teoria mojego znajomego wydawała się wiarygodna… te wszystkie przedmioty… ta sukienka, no i łóżko, a obok krzesło, na którym siedział Pamuk- słuchał i zapisywał,  a z drugiej strony… szkice muzeum zrobił pisarz, nie Kemal… fikcja przeplatała się z rzeczywistością.

Jeżeli historia opowiedziana w Muzeum niewinności to prawda, to sprawa jest prosta: wszystkie eksponaty zebrał przyjaciel Orhana Pamuka, a potem wszystko mu opowiedział. Ale jeżeli to fikcja literacka, a muzeum istnieje naprawdę, to może dowód na to, że pisarzowi tak bardzo spodobał się świat, który sam wykreował, że postanowił go urzeczywistnić, zostawić po nim materialny ślad, prawdziwe muzeum. Może po napisaniu książki zatęsknił za stworzonymi  przez siebie postaciami tak bardzo, że zapragnął spędzić z nimi jeszcze trochę czasu, powspominać i stworzył muzeum. Takie właśnie myśli towarzyszyły mi, kiedy opuszczałam budynek.

Na zewnątrz czekał na mnie Erdem. Siedział na parapecie i palił papierosa w towarzystwie sprzedawcy z przy-muzealnej księgarni. Zaczęliśmy rozmawiać: czy Kemal istniał naprawdę?  To fikcja czy prawda?

– Nieprawda–zdradził sklepikarz, po czym zgasił papierosa i udał się w kierunku drzwi, zanim za nimi zupełnie zniknął, przystanął na chwilę – a może prawda… – zawahał się i zniknął…

***

Muzeum Niewinności, Çukurcuma Caddesi, Dalgıç Çıkmazı, 2, 34425,Beyoğlu, İstanbul, Türkiye

Bilet normalny 25 TRY (ok. 50 zł)

Salep

Turcja Polakom kojarzy się głównie z upalnym latem, ewentualnie z piciem gorącej herbaty w gorące dni :)

Ale jest też turecki pyszny napój, idealny na zimowe wieczory. Salep.

Występuje w proszku albo już gotowy do podgrzania, w kartonikach.

Na opakowaniu tego w proszku piszą, żeby do gorącej wody wrzucić 3 łyżeczki proszku; ja radzę te trzy łyżeczki wrzucić do ciepłego mleka i posypać cynamonem. Mniam.

Nie wiem czy w Polsce można go gdzieś kupić. Pewnie tak. Do mnie dotarł prosto z Turcji. Jedno opakowanie „proszku” (takie jak na zdjęciu) kosztowało ok. 15 zł.

Smacznego.

Salep Salep z cynamonem

W Armenii

Jeżeli nagle wylądujecie w Armenii pośrodku niczego bez jedzenia, picia i mapy, nie martwcie się. Ludzie się Wami zaopiekują. Dadzą Wam jeść, pić i pozwolą przenocować u siebie w domu.

Chaczapuri

Na zdjęciu chaczapuri adżaruli – chaczapuri kojarzy się głównie z Gruzją, ale w Armenii też można je kupić. Chaczapuri adżaruli to „odmiana” chaczapuri z serem i jajkiem. W wersji klasycznej jajka brak.

Czy w Armenii są bankomaty?

Zanim tam pojechałam, wyobrażałam sobie, że Armenia to jedna wielka (no może nie taka znowu wielka) wioska. Dlatego pytaniem, które spędzało mi sen z powiek było: czy aby na pewno są tam bankomaty? Na próżno szukałam odpowiedzi na blogach osób, które Armenię odwiedziły przede mną i wśród swoich znajomych ( a dokładniej jednego znajomego), którzy już tam byli… W trakcie wyjazdu okazało się, że ta niewiedza doskwierała nie tylko mnie. Spotkany przypadkiem, w okolicach monasteru Khor Virap, Polak (nazwany przeze mnie Grzegorzem, a przez drugą Martę Pawłem) jadący z Erewania na południe, kiedy tylko usłyszał, że my już byłyśmy nad Jeziorem Sevan, uznał spotkanie nas za zbawienne i zapytał: czy tam są bankomaty? Jeżeli Was też nurtuje to pytanie, to spieszę z odpowiedzią. Tam, gdzie byłam, to znaczy w Erewaniu, miejscowości Sevan i Martuni bankomaty są. Są też salony operatora telefonii komórkowej znanego i w naszych stronach, a więc wypłacenie pieniędzy ze ściany i kupienie karty sim nie jest problemem.