Khokhlovka

To był jeden z tych wyjazdów, w które jedzie się nie wiadomo po co.

Siedziałam w zimnym autobusie, do którego wsadził mnie Grigorij tuż przed pójściem do pracy. Wbita w fotel przytulałam się do termosu z gorącą herbatą, którego na razie wolałam nie otwierać, żeby nie ochlapywać się wrzątkiem za każdym razem, kiedy autobus podskakiwał na wertepach.

Czytaj dalej „Khokhlovka”

Perm

Zacznę od końca, czyli od miejscowości oddalonej najdalej na wschód ze wszystkich, w których byłam (nie tylko w Rosji, ale i w dotychczasowym życiu). Do Perm pojechałam z dwóch powodów: po pierwsze – bo jest daleko, po drugie, dlatego że udało mi się znaleźć człowieka z Couchsurfing, który wydawał mi się fajny.

I nie myliłam się, było daleko i fajnie. Mój „host” był weganinem, więc pokazał mi kilka nowych przepisów, zabrał do wegetariańskich restauracji i na taniec jazzowy, a poza tym pokazał dwa muzea i wsadził w autobus, który zawiózł mnie do skansenu w Khokhlovce. Ale po kolei.

Czytaj dalej „Perm”