Perm

Zacznę od końca, czyli od miejscowości oddalonej najdalej na wschód ze wszystkich, w których byłam (nie tylko w Rosji, ale i w dotychczasowym życiu). Do Perm pojechałam z dwóch powodów: po pierwsze – bo jest daleko, po drugie, dlatego że udało mi się znaleźć człowieka z Couchsurfing, który wydawał mi się fajny.

I nie myliłam się, było daleko i fajnie. Mój „host” był weganinem, więc pokazał mi kilka nowych przepisów, zabrał do wegetariańskich restauracji i na taniec jazzowy, a poza tym pokazał dwa muzea i wsadził w autobus, który zawiózł mnie do skansenu w Khokhlovce. Ale po kolei.

Czytaj dalej „Perm”