koło Koła

Znacie tę pokusę, żeby czym prędzej spakować wszystko i wynieść się z miasta gdzieś daleko? Najlepiej na koniec świata, zaszyć w jakiejś głuszy na zawsze tak, żeby nikt nas tam nie znalazł. Znacie czy nie? Ja nie znam. Pewnie dlatego, że na końcu świata to ja się wychowałam. Wieś pośrodku niczego. Żadnego morza, gór czy jezior. Tylko las i z każdym rokiem coraz brudniejsza rzeczka. No i kościół. Obowiązkowo kościół. Do najbliższego naprawdę dużego miasta – Łodzi – jakieś 80 kilometrów.

Continue reading „koło Koła”