Iżewsk

Do Iżewska z Kazania przyjechałam pociągiem. Pierwszy i jedyny raz podczas tego wyjazdu miałam okazję jechać „plackartnym”, których jestem fanką. Pociąg oczywiście miał jakąś mega-długą trasę, której pokonanie zajmowało pewnie co najmniej jedną dobę, dlatego kiedy wsiadłam do wagonu wszyscy byli już zadomowieni na dobre: w pidżamkach, dresach, z termosami herbaty i kiełbasami na pociągowych stoliczkach grali w karty albo rozwiązywali krzyżówki.

Czytaj dalej „Iżewsk”

Co jest fajnego w samotnym podróżowaniu?

Kiedy jechałam do Czech na Erasmusa, nie znałam nikogo, kto też tam będzie. Tak samo było, kiedy jechałam do pracy w Turcji czy na Majorce. Ale we wszystkich tych przypadkach jechałam na co najmniej kilka miesięcy, do miejsc, w których miałam zapewniony dach nad głową i czuwała nade mną jakaś instytucja (uczelnia albo pracodawca), więc teoretycznie nie byłam pozostawiona sama sobie. Za to do Rosji pojechałam zupełnie sama. Na 17 dni tułaczki po śnieżnej, zimowej Rosji.

Czytaj dalej „Co jest fajnego w samotnym podróżowaniu?”

Khokhlovka

To był jeden z tych wyjazdów, w które jedzie się nie wiadomo po co.

Siedziałam w zimnym autobusie, do którego wsadził mnie Grigorij tuż przed pójściem do pracy. Wbita w fotel przytulałam się do termosu z gorącą herbatą, którego na razie wolałam nie otwierać, żeby nie ochlapywać się wrzątkiem za każdym razem, kiedy autobus podskakiwał na wertepach.

Czytaj dalej „Khokhlovka”

Perm

Zacznę od końca, czyli od miejscowości oddalonej najdalej na wschód ze wszystkich, w których byłam (nie tylko w Rosji, ale i w dotychczasowym życiu). Do Perm pojechałam z dwóch powodów: po pierwsze – bo jest daleko, po drugie, dlatego że udało mi się znaleźć człowieka z Couchsurfing, który wydawał mi się fajny.

I nie myliłam się, było daleko i fajnie. Mój „host” był weganinem, więc pokazał mi kilka nowych przepisów, zabrał do wegetariańskich restauracji i na taniec jazzowy, a poza tym pokazał dwa muzea i wsadził w autobus, który zawiózł mnie do skansenu w Khokhlovce. Ale po kolei.

Czytaj dalej „Perm”

Lodowiska w Moskwie

Pewnego dnia moja koleżanka zabrała mnie na łyżwy do VDNH (w przewodnikach możecie znaleźć to miejsce też pod skrótem VVC. Pierwszy skrót pochodzi od nazwy Выставка достижений народного хозяйства, która obowiązywała w latach 1939—1959, drugi rozwija się jako Ogólnorosyjskie Centrum Wystawowe (ros. Всероссийский выставочный центр), ta nazwa obowiązuje od 1992 roku).

Nigdy nie widziałam tak fantastycznego lodowiska. Nie żebym miała jakieś duże porównanie, wcześniej na łyżwach byłam tylko raz, w Warszawie na Torwarze. Ale niejedno lodowisko się w życiu widziało – wszystkie okrągłe, tudzież jajowate, ludzie jadą jeden za drugim, w tle gra muzyczka i tyle.

Czytaj dalej „Lodowiska w Moskwie”