Wegetarianka w Japonii

wegetarianka w Japonii

Jak się pewnie domyślacie, wegetarianka w Japonii łatwo nie ma. Zwłaszcza, jeśli do zasad wegetarianizmu zaliczyć niejedzenie ryb. Wszędzie tylko jak nie mięso to sushi. Nie mówię tu tylko o tradycyjnych potrawach, ale w ogóle o możliwości zjedzenia czegoś wegetariańskiego. Właśnie dlatego przez sporą część wyjazdu chodziłam głodna, czasami wspomagałam się pomidorówkami w proszku, innym razem życie ratowały mi restauracje z kuchnią hinduską. Ale były też miejsca, w których udało mi się znaleźć potrawy bez mięsa, niektóre nawet smaczne.

Izakaya

W Japonii żywiłam się głównie w miejscach, które nazywane są izakaya. Często urządzone były one w ten sposób, że przy wejściu (na zewnątrz albo wewnątrz) stała maszyna z obrazkowym menu, z którego wybierało się potrawę i wrzucało pieniądze, po czym z maszyny wyskakiwał kupon, który trzeba było podać kelnerce, usiąść, rozgościć się i poczekać aż jedzenie zostanie podane do stołu. Stół był przeważnie jeden, długi (albo kilka długich stołów), coś jakby bar w pubie, albo lada w sklepie, wzdłuż stołu ustawione stały krzesła – jak stołki barowe, tylko niższe. Nie wchodziło się w interakcję z osobami, które siedziały obok, wszyscy patrzyli na kucharza, albo na ścianę. Takie miejsca nastawione są na to, żeby zjeść i wyjść, nie na to, żeby posiedzieć w miłym towarzystwie, chociaż w niektórych pojawiały się mniejsze stoliki dla kilku osób i krzesła z oparciem, to do większości ludzie przychodzili pojedynczo, jedli i wychodzili. We wszystkich jadłodajniach wodę albo herbatę dostawało się za darmo, jako dodatek do posiłku. Można się tam najeść za około 700 jenów, na pewno poniżej 1000 jenów (ok.32zł). We wszystkich japońskich miastach takie jadłodajnie mijałam na każdym kroku, w niektórych jadłam po prostu suchy ryż i surówkę, ale zdarzyły się i takie z prawdziwym posiłkiem. Na przykład sieciówka, w której serwują japońskie curry, również w wersji bezmięsnej – Curry House CoCo Ichibanya.

Zupy

Wegetarianka ze mnie taka, że ryb nie jem, ale w to na czym zrobiona jest zupa za bardzo nie wnikam, byle nie pływały w niej kawałki mięsa (w Europie na wszelki wypadek nie jem zup na mieście, ale w Japonii głód zwyciężał). Zup w kraju kwitnącej wiśni jest mnóstwo: udon, soba, ramen… te nazwy biorą się od nazwy makaronów, które w nich pływają. Oczywiście je się je pałeczkami. W mojej wersji wyglądało to tak, że zjadałam cały makaron i ewentualnie warzywa, ale reszta zupy zostawała w misce, za to kiedy zaglądałam do japońskich talerzy, były puste. Sekret tkwił w siorbaniu. Japończycy jedząc zupę siorbali, a mi przecież od dziecka wiadomo, że siorbać jest niegrzecznie i przez moje europejskie dobre maniery trudno było się najeść. Dopiero w którymś miejscu z kolei ktoś się nade mną zlitował i podał mi łyżkę (podobno zarezerwowaną dla dzieci, bo te jeszcze nie opanowały sztuki jedzenia pałeczkami). Przyznam szczerze, że jedyną zupą, jaka mi smakowała była Hōtō (podejrzewam, że pysznego smaku nadawały grzyby) – tradycyjna potrawa w okolicach Fuji, w prefekturze Yamanashi. Podobno zajadali się nią samuraje przed wyruszeniem na bitwę.

Porcja dla jednej osoby składała się z garnka zupy. Poza garnkiem każdy dostawał małą miseczkę, pałeczki i chochlę. Z obserwacji wywnioskowałam, że zupę nalewa się do miseczki a potem zjada pałeczkami (chociaż nawet Japończycy przy jedzeniu wspomagali się chochlą) i tak dopóki cały garnek nie zostanie opróżniony.

Szczerze polecam Koshu Hoto Kosaku w Yamananako. Poza smaczną zupą zasmakujecie przyjaznej atmosfery. W weekendy panuje tam niestety tłok, ale obsługa jest dobrze zorganizowana. Po przyjściu trzeba wpisać swoje imię na listę i zaznaczyć dla ilu osób potrzebne jest miejsce. Siedzi się na dużej sali, na podłodze wyściełanej matami tatami, przy długich stołach. (Nie można rezerwować miejsc z wyprzedzeniem).

Cena za porcję Hoto to około 1000 jenów (ok.32zł).

Link do restauracji sieciowej, która specjalizuje się w udon tutaj.

Okonomyaki

To tradycyjna potrawa zarówno w Osace, jak i Hiroszimie, chociaż podobno w obu miastach przyrządzana jest inaczej. Ja spróbowałam tylko tej w Hiroszimie i zapewniam, że była pyszna. Miejsce poleciły mi przemiłe recepcjonistki z Hostel&CafeBar Backpackers Miyajima, w którym zarezerwowane miałam noclegi. Na okonomyaki nie poszłam do żadnej wykwintnej restauracji, tylko do kobiety, która prowadziła małą przydomową knajpkę. Podawała w niej chyba tylko okonomyaki. Przyrządzała je na oczach klientów i wszystkich po kolei wypytywała szczegółowo o upodobania: jaki rodzaj makaronu – udon czy soba, z mięsem, czy bez, tak, żeby każdy wyszedł zadowolony. Na ścianach knajpki wisiały różne mapy i wszyscy przyjezdni pokazywali palcem skąd przyjechali. Najwidoczniej niektórzy obdarowywali właścicielkę pocztówkami i monetami ze swoich krajów, bo obok stołu wisiała gablotka z takimi skarbami. Obdarowałam i ja. W portfelu odnalazłam złotówkę i podałam ją Pani, a kiedy wróciłam tam po dwóch dniach, złotówka już wisiała na ścianie.

Wegetariański okonomyak (nie wiem czy występuje w liczbie pojedynczej) kosztował 500 jenów (ok. 16 zł). Aha, i w Japonii nie daje się napiwków, za to czasami serwis wliczony jest w cenę.

wegetarianka w Japonii

Nikko

Prawdziwą ucztę dla wegetarian zapewnia restauracja Hippari dako w Nikko. Serwuje ona tradycyjne japońskie potrawy, również w wersji wegetariańskiej. Przed drzwiami wisi tabliczka z zachęcającym: vegetarians welcome, a w środku panuje podróżnicza atmosfera. Na małych karteczkach podzielić się można swoimi refleksjami i zapiski powiesić na ścianie.

Wegańska restauracja w Osace

Osaka to na mój gust hipsterskie miasto. Pewnie dlatego natknęłam się tam na wegańską restaurację. Niewiele różniła się ona od zachodnich wegańskich restauracji, jedzenie było przeciętne, za to dosyć drogie. Ale coś jeść trzeba, więc byłam bardzo szczęśliwa, że do niej trafiłam. Nazywa się Cafe Alt.

Przekąski

W każdym supermarkecie w Japonii sprzedawane są ryżowe przekąski. Niestety oczywiście podstawą większości z nich obok ryżu jest ryba, ale po długich poszukiwaniach trafiłam na takie z ryżu i czerwonej fasoli. Smaczne i bezmięsne!

A skoro o czerwonej fasoli mowa, to w Nikko na straganach obok dworca kolejowego jadłam inny przysmak: ciepłe chrupiące słonawe ciasto ze słodkim nadzieniem z czerwonej fasoli. A do tego sprzedawczyni poczęstowała mnie gorącą herbatą.

Za to pod Fuji spróbowałam tofu z sosem sojowym i ryżu na patyku. Co prawda ani jedno, ani drugie nie przypadło mi do gustu, ale trzeba mieć zawsze oczy szeroko otwarte, a coś bezmięsnego się wypatrzy.

wegetarianka w Japonii

Jedna myśl w temacie “Wegetarianka w Japonii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s