Nowy Rok

To prawda, że nie piszę regularnie. Tak jakoś wychodzi, że najłatwiej pisze mi się o wyjazdach, na które pojechałam sama. Najłatwiej wtedy pozbierać myśli i lepiej zapamiętuję informacje praktyczne, którymi się z Wami dzielę. Pewnie dlatego zdziwiłam się, kiedy rozmyślając o minionym roku, zorientowałam się w ilu podróżach byłam. Nie zdawałam sobie sprawy, że było ich tak wiele.

Po pierwsze, w 2017 postanowiłam spędzić zimę na Majorce. Był to pierwszy raz w życiu i na pewno nie ostatni, bo zima na Majorce spodobała mi się jeszcze bardziej niż lato. Cisza, spokój, pustki na ulicach i słońce. Mnóstwo czasu na kawę, imprezy, bliższe i dalsze piesze wycieczki. A poza tym na planowanie wyjazdów.

Karnawał we Włoszech

Już w lutym świętowałam karnawał i Walentynki we Włoszech. Razem z moją współlokatorką – Natashą – wybrałyśmy się, z dwudniowym przystankiem w Barcelonie, do Bergamo i dalej, do Mediolanu, Werony i Wenecji. Obejrzałyśmy paradę, jadłyśmy tapas, a wieczorem udałyśmy się na bal do Hotelu nad Wielkim Kanałem. Oczywiście obowiązkowo w kostiumach i maskach.

Weekend w Berlinie i Majorka zimą

W marcu przyszedł czas na wyjazd służbowy do Berlina. Wyjazd służbowy to brzmi dumnie, a w praktyce oznacza, że przebierałam się za ogromną maskotkę na Targach Turystycznych. Ale miałam też czas, żeby pospacerować po Wyspie Muzeów (a jak wiadomo lubię wyspy), zobaczyć Bramę Brandenburską, Checkpoint Charlie i zwiedzić Katedrę (Berliner Dom). A poza tym napić się grzanego wina. Poza weekendem w Niemczech, marzec był też miesiącem odwiedzin. Przyjechały do mnie koleżanki z Warszawy i zrobiłyśmy sobie kilka jednodniowych wycieczek po Majorce: do Arty, Capdepery, Valldemosy, Soller i Jaskiń Smoka w Porto Cristo.

Praca w Lizbonie

W kwietniu znowu służbowo przebierałam się za maskotkę, ale tym razem w Portugalii. Spędziłam weekend w Lizbonie. Zajadałam się dorszem (bo podobno to właśnie trzeba jeść w Portugalii, nawet jeśli jest się wegetarianką), kluczyłam wykafelkowanymi uliczkami starego miasta, zwiedziłam Zamek św. Jerzego, a nawet przejechałam się kolejką linową (wydała mi się zaskakująco tania, jak na taką atrakcję; przejazd w obie strony kosztował niecałe 6 euro). Bardzo chętnie wrócę do Portugalii. Lizbona jest magiczna, i nie wiem dlaczego, ale mam przeczucie, że zachwyciłaby mnie portugalska prowincja.

Tuż po weekendzie w Portugalii, czyli 10 kwietnia, zaczął się dla mnie sezon, czyli 7 miesięcy pracy. A wraz z nimi, poza obowiązkami i stresami, wylegiwanie się na plażach Majorki. W tym roku odkryłam cudowną plażę Ses Salines, z której widać niezamieszkaną wyspę Cabrerę.

Koniec roku w Japonii i Norwegii

I w końcu przyszedł listopad, a wraz z nim wyjazd do Japonii. Trzy tygodnie samotnego podróżowania po jesiennym Kraju Kwitnącej Wiśni wciąż czekają na opisanie. Wróciłam 5 grudnia, a już 8 pojechałam na weekend do Bergen, w Norwegii. To tam widziałam pierwszy śnieg tej zimy (poza ośnieżonym szczytem Fuji). Norwegia była dokładnie taka, jak chcą stereotypy: mroźna, droga i piękna. Zwieńczeniem kilkudniowego wyjazdu był rejs po fiordach. Świat na moich zdjęciach z Norwegii wygląda na czarno – biały. Tylko norweskie domki są kolorowe. Jak w bajce.

Ostatnie dni starego roku spędziłam w Polsce. Sylwestrowy spacer z Fundacją „Ja Wisła” i ognisko na warszawskiej Pradze były idealnym zakończeniem roku.

Czy rok 2018 też będzie obfitował w podróże? Na razie planuję znaleźć pracę, która pozwoli mi na urlop latem, żebym mogła wyjechać do mojego wymarzonego Kirgistanu u Mongolii. Chociaż najpierw pewnie i tak pojadę do Kanady.

 

2 thoughts on “Nowy Rok

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s