Yangon

Podobno zanim powstał Yangon istniała Shwedagon Pagoda. Legenda głosi, że dwóch braci spotkało Buddę, a ten podarował im osiem swoich włosów. Bracia wrócili do Birmy i przekazali włosy królowi Okkalapa (bardzo mi się to imię podoba). Król ochronił ten cenny dar w wykonanej ze złota świątyni, obok relikwii trzech innych Buddów. Wszystko to działo się około 588 lat przed naszą erą.

Dziś Shwedagon pagoda to miejsce, które przynajmniej raz w życiu powinien spróbować odwiedzić każdy Birmańczyk. Wejścia do niej strzegą posągi dwóch chinthe – mitycznych pół-lwów pół-smoków.

Przed wejściem tradycyjnie należy zdjąć obuwie. Jak się okazuje na bosaka trzeba też chodzić w parku otaczającym świątynie. Dowiedziałam się o tym bezczelnie spacerując w swoich sandałkach aż do momentu, kiedy pewien mnich rzucił mi mrożące krew w żyłach spojrzenie. Przyjrzałam się wtedy bliżej wszystkim innym stopom w parku i tak, były bose. Spojrzenie mnicha było tak przerażające, że zamiast zdjąć buty – uciekłam.

Wstęp do pagody kosztuje 8000 kyat albo 8 $ (nie do końca się to zgadzało z kursem po jakim wymienić można było dolary w kantorach, więc jak pojedziecie, musicie przeliczyć co się Wam bardziej opłaca).

Wiecie, jak się zobaczy pierwszego dnia rano największą atrakcję miasta, w którym zostaje się dwa dni, to nie bardzo wiadomo co zrobić z resztą czasu. Mój przewodniczek sugerował spacer po kolonialnej części Yangonu. W niedużej odległości od siebie stoją wybudowane przez Brytyjczyków na przełomie XIX i XX wieku poczta, bank, ratusz, Sąd Najwyższy. A wszystko to wokół buddyjskiej świątyni – Sule Pagoda (znajdziecie ją na skrzyżowaniu Sule Pagoda Road i Mahabandoola Road). Zmęczeni spacerami i spragnieni cienia turyści i „lokalsi” odpoczywają w parku Mahabandoola Garden. Odpoczęłam i ja.

Mój przewodnik „Lonely Planet” sugerował też odwiedziny w typowej Birmańskiej herbaciarni wdzięcznej nazwie Thone Pan Hla. Nawet się tam wybrałam, ale wszystkie stoliki były zajęte… przez turystów z przewodnikiem „Lonely Planet” w ręku.

Osobiście za największą atrakcję Yangonu, poza świątynią Shwedagon Pagoda uważam jedzenie, o którym napisałam tutaj. A drugiego dnia polecam wybrać się na wycieczkę: promem przez rzekę do Dalah i dalej na motorze do Pagody Węży. Drugi dzień w Yangonie opisałam w poście Przygoda w Birmie. Także wsiadajcie na motory, zakładajcie kaski i bawcie się dobrze.

kolonialny Yangon

Yangon

4 thoughts on “Yangon

  1. Mnie bardzo by pasowało w Birmie chodzenie w longyi. Na balach przebierańców zawsze miałem strój mnicha, przede wszystkim dlatego , że tylko on tuszował niedostatki urody i nadmiary ciała, ale dobrze się czułem , kiedy wentylowało od spodu :) Dziwię się dziewczynom które chodzą w spodniach ;)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s