Jedzenie w Birmie

Prawie przez cały czas w Birmie bolał mnie brzuch. Znaczy zaczął jakieś dwa dni po przyjeździe a przestał dwa dni przed wyjazdem (i tu zagadka: przy założeniu, że byłam w tym kraju dwa tygodnie – przez ile dni bolał mnie brzuch?). No dobra, ból bólem, ale jeść trzeba. Pytanie tylko gdzie. Znalazło się parę miejsc, które chętnie zabrałabym ze sobą do Polski, albo użyła daru teleportacji, żeby znaleźć się w nich, kiedy tylko zechcę.

Bez problemu sami znajdziecie coś dla siebie w małych miejscowościach takich jak Nyaung Shwe (“baza noclegowa” dla Jeziora Inle) czy Bagan ( tam najbardziej przypadła mi do gustu knajpka San Thi Dar, w drodze z Nowego Bagan do Starego, lub odwrotnie). Młody kelner mówił tak dobrze po angielsku, że aż spytałam gdzie nauczył się tego języka. Odpowiedział, że jego rodzice otworzyli restaurację, kiedy miał 5 lat, więc pracuje z obcokrajowcami już lat piętnaście i tak szlifuje angielski – no proszę, okazuje się, że wykorzystywanie dzieci jako taniej siły roboczej, które jest tu na porządku dziennym, też ma swoje plusy…). A jak jest z jedzeniem w Yangonie i Mandalay? Oooo, jest pysznie. Wegetarianie, nie lękajcie się, dla Was też coś się znajdzie.

W Yangonie każdy chodnik to właściwie jedno wielkie targowisko. Kupicie tam coś na wynos albo zjecie uliczne przysmaki siedząc na plastikowych mini-krzesełkach. Całe zagłębie ulicznej garkuchni znajdziecie na przykład w okolicy Sule Pagody, na ulicy Mahabandoola. To za dnia.

A wieczorem… koniecznie, ale to koniecznie wybierzcie się na 19 ulicę (19th street, nazwy są zapisane po angielsku). Znajdziecie tam mnóstwo pyszności. Jako wegetarianka zajadałam się czosnkiem, okrą i pieczarkami na patyku, mięsożercy znajdą dla siebie duuuużo więcej (za najdroższy patyczek zapłaciłam 500 MMK). Do tego wszystkiego można zamówić ryżyk i birmańskie piwo: Myanmar albo Mandalay (butelki tu mają duże: 650ml, jeśli chcecie coś mniejszego, pozostaje puszka). Jedna z takich jadłodajni nazywa się Ko San. Ko Sany na 19 ulicy są dwa. Ten drugi to raczej taki nasz pub, jeśli więc tęsknicie za lokalami w europejskim stylu, wybierzcie się właśnie tam.

A teraz Mandalay. Po pierwsze obowiązkowo Shan Ma Ma – jedzenie pyszne, obsługa przemiła, ludzi mnóstwo. Czasami może się wydawać, że wcale nie przychodzą tam lokalsi. Przychodzą. Ale przeważnie trochę później. (Shan Ma Ma otwarta jest do ok. 21:30, dzień zaczyna się tam śniadaniem o 8, trwa do 9, potem przerwa i od 11:00 znowu). Podchodzisz, wybierasz co chcesz, siadasz, przychodzi ryż, woda, zupa, a po posiłku jakiś owoc na deser. Jeśli widzicie, że warzywa się juz skończyły, po prostu poproście, a zrobią Wam nowe, tak samo tofu. I co to będzie za tofu! O ludzie! Od zawsze myślałam, że tofu nie ma smaku. Tam dowiedziałam się, że ma. I to jaki! Po prostu rewelacja. Najlepiej smakuje to, które sprzedają za dnia. Ale i to, które przygotowują “na szybko” jest pyszne, zwłaszcza, jeśli poprosicie, żeby było troszkę spajsiiii.

Shan Ma Ma znajdziecie na 81 ulicy, między 29 a 30 ulicą (jak pojedziecie, zrozumiecie). Zawsze najadałam się do syta, a właściwie przejadałam za ok. 3000 MMK, wliczając jedną trzecią piwa (chodziłam tam ze znajomymi i za 3 osoby płaciliśmy 8900 MMK. A piwem i rachunkiem dzieliliśmy się po równo).

Czas na deser… wiadomo, herbaciarnia. W Birmie pije się herbatę z mlekiem. Ale na stołach stoją też termosy z chińską herbatką. (Czasami, kiedy widzą, że turysta, pytają: z mlekiem czy Lipton). No więc na deser można zamówić banana palatar, nanroty i coś z pastą z czerwonej fasoli w środku, i na pewno jeszcze wiele innych smaczności. Poniżej załączam fotki. Jedna z takch herbaciarni znajduje się przy skrzyżowaniu 64 i 23 ulicy. (Wszystko z portretu obserwuje Aung San, dostała nawet puchar).

Jest też mnóstwo lokalnych knajpek, które znajdziecie sami, Birmańczycy do posiłku zawsze dorzucają ryż, zupę, jakieś surowe warzywko i owoc na deser. A poza tym na stole zawsze stoi termos z herbatą, pić można do woli. Za tego typu obiad zapłaciłam 1000 MMK, około 3 złote 20 groszy (aż musiałam Wam to przeliczyć, taka tanioszka). Brzmi dobrze, nie?

Także pakujcie się i jedźcie i jedzcie.

Shan Ma Ma
pyszności w Shan Ma Ma
ulica
pożywi Cię ulica
Bagan
śniadanie w Central Bagan Hotel
Yangon2
chodniki Yangonu
Yangon
chodniki w Yangonie

placuszki

street food
Yangon, 19 ulica

 

herbaciarnia

5 thoughts on “Jedzenie w Birmie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s