Pierwsze zetknięcie z Birmą

Jedna Austriaczka na farmie powiedziała o pierwszych myślach,które przyszły jej do głowy tuż po tym, jak wysiadła z samolotu w Bangkoku:”co ja tu robię i po co przyjechałam tu sama?”. Mnie takie myśli w Tajlandii nie dopadły, ale w Birmie, i owszem. I jeszcze: “czy mnie pogięło?”.


Oczywiście, postanowiłam pogardzić kolejką do taksówek i złapać jakąś sama. Wpakowałam się do pierwszego napotkanego rozklekotańca, w którym na próżno szukać pasów bezpieczeństwa, przekonana, że wszystkie taksówki w Birmie tak wyglądają. Dopiero skonsternowane spojrzenia czwórki osądzających mnie europejskich turystów dały mi do myślenia. Rozejrzałam się po parkingu. Pozostałe taksówki wyglądały tak, że nie powstydziliby się ich warszawscy taksówkarze. Za późno było wysiadać, upewniłam się tylko, że przy moich drzwiach od środka jest klamka. Była. Trochę się uspokoiłam.
Do czasu aż kierowca zadzwonił do kogoś i skręcił w boczną ciemną uliczkę. Oczyma wyobraźni już widziałam swoje nerki zhandlowane na birmańskim czarnym targu organów (pełzały jak to mięsko u Švankmajera [pamiętacie „Szalonych”?]). Na szczęście po chwili do samochodu wsiadła piękna żona kierowcy z ogromnym bukietem kwiatów i poczęstowała mnie mandarynką. A potem drugą.
Murakami zrobiłby z tego fajne opowiadanie (bo jak wiadomo Murakami marzy tylko tym, żeby pisać o mnie opowiadania).

2 myśli w temacie “Pierwsze zetknięcie z Birmą

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s