Cztery rzeczy, które zaskoczyły mnie pierwszego dnia w Bangkoku

Po pierwsze: ruch lewostronny.
Nie zauważyłam tego aż do momentu, kiedy zaczęłam się gramolić do taksówki na miejsce po prawej stronie samochodu, aż tu nagle skonsternowany kierowca grzecznie acz stanowczo zwrócił mi uwagę, że to raczej on tu będzie siedział.

Po drugie: ceny
Już pierwszego dnia zachwyciły mnie sukienki sprzedawane na Khao San, nie mogłam oprzeć się pokusie, od razu wiedziałam, że muszę mieć chociaż jedną! Zapytałam więc o cenę.

– One eighty – usłyszałam w odpowiedzi.

Niby wiedziałam, że Tajlandia jest tania, ale jeden osiemdziesiąt za sukienkę wydawało mi się baaardzo mało prawdopodobne (1 bat to 0,10 złotego). Podejrzliwie dopytałam:

– Dolar? (myślałam, że może handlarze posługują się tą walutą, jak to bywa na przykład na Ukrainie, tam nie tylko w przypadku handlarzy zresztą).

-Bat.

A może one eighty to po ichniemu tysiąc osiemdziesiąt? Nie,no bez przesady, 180 złotych… to już taniej byłoby w Polsce – moje szare komórki pracowały na najwyższych obrotach aż w końcu ustaliły tanią i rozsądną cenę…

Podsunęłam pani pod nos 180 batów. Tak jest. Szare komórki miały rację. Jeden osiemdziesiąt to sto osiemdziesiąt. Miejcie to na uwadze podczas zakupów w Tajlandii, w ten sposób podaje się ceny wszędzie: w sklepach, taksówkach, na straganach. Po prostu omijają słówko hundred.

Po trzecie: tajskie namaste?
Zachciało mi się jeść (tak się czasem zdarza), a ponieważ jedyną “restauracją” w okolicy była przydrożna tajska knajpka, postanowiłam się przełamać i spróbować tutejszych specjałów. No dobra, weszłam, zamówiłam, siadłam. I w tym momencie podeszła do mnie zadbana dziewczynka w szkolny mundurku ( najprawdopodobniej córka właścicielki). Złożyła rączki jak do modlitwy i cośtam wymamrotała pod nosem. Oczywiście moje europejskie myślenie założyło, że dziewczynka prosi o pieniądze, ale ledwo ta myśl zdążyła przemknąć mi przez głowę, dziewczynka poszła sobie nie zwracając na mnie już więcej najmniejszej uwagi. Zakładam, że przyszła się ze mną po prostu przywitać jakimś tajskim namaste (chociaż nigdy więcej nie spotkałam się tu z takim gestem z okazji powitania, za to ręce jak do modlitwy Tajowie składają mówiąc dziękuję, towarzyszy temu jeszcze skinięcie głową). A co do żebrzących dzieci w Tajlandii, to ich tu po prostu nie ma, a żebrzących dorosłych jest mniej więcej tyle samo co w Polsce.

Po czwarte: niczym zima drogowców zaskoczyła mnie ciemność zapadająca ok. 19:00. Wiecie sami, że w Polsce upały idą w parze z długimi, pięknymi dniami. Skąd mogłam wiedzieć, że nie na całym świecie jest tak samo?

I jeszcze na koniec jedna rzecz, która w Bangkoku nie zaskoczyła mnie wcale a wcale. Szłam sobie chodnikiem radośnie mijając dzikie tłumy samochodów, tuk tuków i skuterów stojących w korku aż tu nagle trzy motocykle, żeby uniknąć korków wjechały na chodnik i slalomem omijając przechodniów pomknęły w siną dal.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s