Kazań

Jeździłam po Rosji bez żadnego przewodnika, więc o poszczególnych miejscach dowiadywałam się tyle, ile byli w stanie powiedzieć mi spotkani ludzie. Po Kazaniu, który wydaje mi się dużo ciekawszy niż Iżewsk czy Niżny Nowogród, oprowadzał mnie chłopak, który niestety nie znał zbyt wielu faktów ani ciekawostek, za to dzięki niemu poznałam kilka fajnych osób.

Zaczęło się od telefonu, który dostałam wieczorem, tuż po tym jak zajęłam miejsce w nocnym autobusie z Niżnego Nowogrodu do Kazania.

– Cześć Marta, o której będziesz w Kazaniu?

– Powiedzieli mi, że o 6 rano (głupio mi było tak wcześnie wparować do cudzego mieszkania, ale dowiedziałam się, że tuż obok stacji jest całodobowy McDonald, więc wymyśliłam, że posiedzę tam do 7, a potem ruszę na poszukiwania mieszkania Romana, dotrę tam na 8, która już, wydaje mi się, jest w miarę przyzwoitą porą na przychodzenie w gości).

– Aha, to znaczy, że będziesz o 4 rano.

– Nie, nie, źle zrozumiałeś, będę o 6 – wykłócałam się z Romanem.

– Będziesz o 4, ale to nic, zadzwoń do mnie, to zamówię Ci taksówkę i przyjedziesz do mnie – na tym stanęło.

Miał rację, o 4 rano wylądowałam w zupełnie obcym mieście. Tego, że jestem na miejscu, czyli w Kazaniu – stolicy Tatarstanu, domyśliłam się tylko dzięki budynkowi dworca kolejowego bogatego w elementy tatarskie (ozdobionego nimi pewnie specjalnie po to, żeby ułatwić orientację w terenie zagranicznym turystkom docierającym tu w środku nocy). Całodobowe w McDonaldzie okazało się tylko okienko, które na niewiele się zdaje, kiedy szukasz ciepłego schronienia. Na szczęście Roman nie miał nic przeciwko temu, że obudziłam go tak wcześnie, zamówił mi taksówkę i chwilę później piliśmy już razem herbatkę w jego mieszkaniu).

– Oficjalnie podają czas przyjazdu 6 rano, bo tyle zajmuje jazda zgodnie z przepisami ruchu drogowego, ale kierowcy jadą szybciej, więc przyjeżdżają dwie godziny wcześniej – Roman wyjaśnił tajemnicę mojego wcześniejszego przyjazdu.

– No dobra, będziesz spać w kuchni, jest tam jedno łóżko, w którym śpi Katya, ale zmieścicie się.

Kiedy wchodziłam do kuchni, obudziłam Katię, więc rzuciłam kurtuazyjne: „cześć, jestem Marta, możesz się przesunąć?” i wgramoliłam się jej do łóżka (ach, te uroki couchsurfingu – nigdy nie wiesz czy kanapa, którą upolujesz będzie pusta).

Katya przyjechała stopem z Kirgistanu, gdzie mieszka, przyjechała sama i bez pieniędzy, za to z planem znalezienia pracy w Rosji i ruszenia dalej w podróż po Europie, ten plan nie do końca wypalił, ale tak to z niektórymi planami bywa.

Następnego dnia poszliśmy na spacer po mieście. Roman zabrał nas na Kreml, gdzie wypiliśmy herbatkę z termosu przed meczetem Kul Szarif, a potem poszliśmy na spacer bulwarami nad rzeką – ma się rozumieć opustoszałymi o tej porze roku, przyglądając się wędkarzom na zamarzniętej Wołdze. Miasto już na pierwszy rzut oka wyglądało na bogate. Tatarstan jest najbogatszą republiką w Rosji – wyjaśnił Roman, a poza tym w 2013 w Kazaniu była Uniwersjada i z tej okazji powstało dużo nowych budynków. Większość mieszkańców Tatrstanu to Tatarzy, a tatarskiego uczą się w szkołach obowiązkowo wszyscy mieszkańcy tej republiki (inaczej jest na przykład w Udmurcji, gdzie nauka udmurckiego nie jest obowiązkowa).

Kazan, Kreml

Wieczorem świętowaliśmy urodziny Romana – człowieka, którego poczucia humoru nie da się opisać, ale którego przez cały pierwszy dzień nie znosiłam, bo nie byłam pewna czy to, co mówi, jest żartem, a jeżeli by nim nie było, znaczyłoby, że Roman jest zarozumiałym bufonem. Nie mogłam się też połapać w jego stosunku do polityki Rosji. Oczywiście na początek znajomości uraczył mnie pytaniem czy to prawda, że Polacy nie lubią Rosjan i że jeżeli tak, to w przyszłości do Europy pojedzie przez Ukrainę i Turcję („bardzo dobrze, że odebraliśmy Krym”); bardzo był też dumny ze swojej służby wojskowej, którą niedawno odbył – „szczyciłem się tym, że mogłem być takim małym trybikiem w drabinie, na której szczycie stoi nasz prezydent” (nazwa jednostki miała w nazwie kosmonautykę i kiedy zapytałam czy to znaczy, że będzie bronił Rosję w razie ataku UFO, Roman odpowiedział, że w wojsku z kolegami też tak żartowali). Z drugiej strony, kiedy na jego pytanie czy to prawda, że prezydent i premier Polski są braćmi, odpowiedziałam, że rzeczywiście kilka lat temu tak było, i to w dodatku bliźniakami, Roman podsumował: „to gorzej niż Putin i Miedwiediew”. Wieczorem kilka razy Roman sam siebie nazwał carem i pokazał nam zdjęcie swojego profilu, które „kiedy zostanie dyktatorem Rosji będzie kazał drukować na banknotach”. Dopiero wtedy zrozumiałam, że jednak da się go lubić. Na imprezce było nas pięcioro i, jak słusznie zauważył Roman, siedzieliśmy jak ta radziecka gwiazda pięcioramienna: Tatar, Polka, dziewczyna z Kirgistanu, Żyd (tak przezywali jednego z gości) i ON – ROMAN – PRAWDZIWY ROSJANIN.

Opowiadali mi różne żarty na temat Rosjan i żarty z ZSRR inspirowane sierpem i młotem (chociesz siej, chociesz kuj, wsjo ravno pouczisz chuj). Oczywiście przy tym wódka lała się strumieniami, czego bardzo żałowałam przez cały następny dzień i co opóźniło mój wyjazd z Kazania o całą dobę.

I jeszcze jedna ważna rzecz – jedzenie. Na ulicy Baumana 21 można zjeść wegetariańskie jedzonko. W knajpie, która działa na zasadzie baru mlecznego – idziemy z tacką, wybieramy jedzenie, przysiadamy się do zajętego już stolika i jemy, na dole znajdziemy tylko wegetariańskie potrawy, a na górze mięsne, poza tym można tam kupić tradycyjny tatarski czak –czak (słodkie, polane miodem „farfocle”).

chak chak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s