Co to jest Mini Disco?

Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja się często zastanawiam co konkretnie robią ludzie w swoich pracach. No bo, że siedzą za biurkiem i klepią w klawiaturę, to wiem, ale konkretów nigdy do końca nie rozumiem. Co robi fryzjer, nauczyciel czy dentysta, to jasne, bo każdy na własne oczy widział, ale praca biurowa pozostaje zagadką. A, jak się przekonałam po powrocie w zeszłym roku z Turcji, i o mojej pracy moja rodzina i znajomi mają często zaskakujące wyobrażenia. Dlatego postanowiłam to troszkę opisać.

Po pierwsze to lubię pracować, bo porządkuje to mój dzień i nadaje mu rytm, a poza tym lubię poczucie, że uczciwie zarabiam na swoje utrzymanie. (Chociaż teraz akurat jestem w momencie, w którym ten tryb – tylko jeden dzień wolny w tygodniu – zaczyna mnie męczyć i z radością odliczam dni do końca – jeszcze tylko dwa miesiące!). Po drugie bardzo lubię swoją pracę. Co robię za dnia – wiadomo – bawię się z dziećmi. Każdy, kto był w przedszkolu, mniej więcej wie co się tam wyprawia. U mnie jest tak samo, tylko że dzieci mówią po niemiecku, ewentualnie po francusku. A wieczorem?

Wieczór zaczyna się od Mini Disco, czyli potańcówy dla najmłodszych. W każdym hotelu wygląda to inaczej. U nas na scenie tańczą dwie postaci – Lolly i Pop, a dzieci pod sceną bawią się razem z nimi. Scenariusz jest taki: zaczynamy krótkim żartem albo zabawą, tańczymy trzy piosenki, potem znowu żarcik i kolejne cztery tańce. Na koniec pojawiają się maskotki – Stella i Starky, które w zamyśle są gwiazdami, ale wszyscy myślą, że to chodzące gigantyczne banany.

Oczywiście różnie to wychodzi, zależy od dnia, nastroju, dzieci i tego z kim się jest na scenie. W naszym teamie więcej jest dziewczyn niż chłopaków, więc co jakiś czas jedna z nas musi się przebierać za Popa. Ja jestem Lolly kilka razy w tygodniu. Raz na dwa tygodnie „moim Popem” jest Christian, raz Georgina, a najczęściej Maurizio. Kiedy tańczą dwie dziewczyny nie jest tak wesoło, bo dzieci bardziej śmieszy przewracający się chłopak, a kiedy przewraca się dziewczyna, to chyba się raczej martwią.

Jak to w każdej pracy, nie zawsze mamy siłę i energię, czasami jesteśmy leniwi i nie chce nam się wymyślać żartów, więc tylko tańczymy i papa. Na przykład z Christianem głównie improwizujemy, a konkretnie lejemy się ile wlezie, bo wiadomo, że nic tak dzieci nie bawi jak przemoc.

Christian jest Holendrem, który zimą pracował z Polakami w branży kwiatowej, bo jak wszystkim wiadomo, Holandia zanim stała się sławna z legalnego handlu narkotykami, słynęła z kwiatów i chodaków. Od swoich współpracowników Christian podchwycił, bardzo przydatną w życiu codziennym, formułkę „szybko cipko” i zamiłowanie do kabanosów. Na marginesie, jak tylko przywiozłam je z Polski, pokochał je cały mój team, więc może eksport kabanosów na Zachód to pomysł na niezły biznes.

Wracając do głównego wątku, to czasami potrafimy zatańczyć naprawdę fajne Mini Disco i potem nie tylko od maluchów, ale i od rodziców słyszymy komplementy, że zrobiliśmy świetne show dla dzieci. Zresztą sami czujemy, że tak jest. I tak właśnie było wczoraj, jedno z najlepszych Mini Disco w sezonie w moim wykonaniu. Popem był Mauri. Żart na początek: Lolly wita się, a potem schodzi ze sceny i ukrywa wśród dzieci. Wchodzi Pop i szuka Lolly. Wszystkie dzieci bezczelnie kłamią i pokazują paluszkami, że Lolly jest za sceną. (To fascynujące jak dzieci zawsze bronią Lolly a atakują Popa, jak tylko żart polega na tym, że to Pop się chowa, każde dziecko bez wahania wyda jego kryjówkę). Wczoraj za każdym razem jak tylko Pop zbliżał się do krawędzi sceny, czyli coraz bliżej Lolly, dzieci piszczały i wrzeszczały, byle tylko jej nie znalazł, zrobiły kółeczko, żeby mnie ukryć, przytulały się do mnie i o mało nie usiadły na mojej głowie, żeby tylko Pop mnie nie zobaczył, tak mi się to podobało, że nie mogłam się przestać śmiać. No ale w końcu Pop znalazł Lolly i zaczęli tańczyć.

Najfajniejsze oczywiście są te tańce, w których dzieci muszą wrzeszczeć. Zawsze zachęcamy je do krzyczenia coraz głośniej. Mauri udaje wtedy, że krzyki dzieci działają na niego jak tornado i najpierw powoli wypychają go w głąb sceny a potem powalają na ziemię, co zachęca maluchy do wrzeszczenia coraz głośniej i głośniej. A wiadomo – im głośniej krzyczą, tym lepiej się bawią, co jest najlepszym dowodem na to, że dobrze wykonaliśmy swoją pracę. Nic nie sprawia większej satysfakcji niż radość dzieci ( i napiwki od rodziców ;).

Po trzech piosenkach Lolly i Pop bawili się w ciuciubabkę. Oczywiście to Pop miał zawiązane oczy i nic nie widział, przewracał się i spadł ze sceny. I znowu krzyki, wrzaski, śmiechy, klaskanie. Po Mini Disco dzieci czasami nazywają mnie Lolly, a czasami clown, co mi się, zupełnie nie wiem dlaczego, bardzo podoba.

Pod koniec Mini Disco na scenę wchodzą Stella i Starky. Przeważnie co wieczór szukamy innego taty, znaczy dwóch, którzy się przebiorą. Ale w wyjątkowych sytuacjach robi to ktoś z nas. Najlepszym Starkym jest szef – Jose (12 lat w tej branży robi swoje).

Był taki wieczór, kiedy na scenie jako Starky i Stella pojawili się Jose i Luisa. Było upalnie, chyba najgorętszy dzień lata, a do tego okropna wilgotność, więc ledwo dało się oddychać nawet bez kostiumu, a oni najpierw jako wielkie gwiazdo-banany przez pół godziny chodzili po restauracji ze słodyczami dla dzieci (zaczęliśmy pracę o 45 minut wcześniej, żeby się trochę podlizać gościom), a potem jeszcze przyszli po Mini Disco w tym ogromnym żółtym futrze, wielkich buciorach i głowach z małym otworem na oczy w miejscu, gdzie maskotki maja uśmiechniętą buzię. Mogli po prostu odwalić swoją pracę i zniknąć, ale zamiast tego zaczęli sobie robić jaja.

Zawsze najpierw pytamy maskotki co robiły, a one najczęściej pokazują pływanie albo piłkę nożną, później pada pytanie: czy jesteście zmęczeni? No i maskotka składa dwie rączki pod głową pokazując jak to bardzo chce się jej spać, po czym macha na pożegnanie i znika w kulisach.

Ale, o ile Stella – Luisa pokazuje, że dzisiaj pływała, to Starky – Jose kładzie się na podłodze i w tym wielkim kostiumie zaczyna robić pompki. Wtedy Stella pokazuje że nie jest gorsza i też pyka kilka pompek. Starky nie wytrzymuje, ambicja bierze górę, nie będzie mu tu żadna kobieta podskakiwała i zaczyna pompować na jednej ręce.

No dobra to chyba jesteście zmęczeni? Are you tired? Bist du mude? Tu e fatigue? Estas cansado? Nie – kiwa głową Stella. – Nie? Chcesz zrobić jeszcze kilka pompek? Stella robi jeszcze jedną pompkę i dopiero wtedy jest zmęczona i gotowa do pożegnania dzieci. Trudno to opisać, ale wyobraźcie sobie dwa dwumetrowe banany robiące pompki na jednej ręce na scenie… chyba trochę wieje absurdem, nie?

Po Mini Disco trzeba jeszcze pożegnać się i podać przez mikrofon informację na temat dnia następnego po angielsku, hiszpańsku, niemiecku i francusku przed czterystoma wgapionymi w ciebie osobami, ale to jest już opowieść na osobny wpis.

ja jako Lolly przed Mini Disco, w tle Pop - Mauri

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s