Skopje

Z Sofii do Skopje zawiezie nas z Głównego Dworca Autobusowego Matpu Sofia, cena biletu to 32 lewa.

Na dworzec w Skopje dotarłyśmy wieczorem. Byłyśmy umówione z chłopakiem z CouchSurfing, że odbierze nas z tego dworca i przenocujemy w jego mieszkaniu. Cierpliwie czekałyśmy, czekałyśmy i czekałyśmy…. W końcu zadzwoniłam do niego.

-Zlatko? Cześć, tu dwie Polki,pamiętasz? Miałeś czekać na nas na dworcu autobusowym.

-Tak, tak. Za 20 minut będę.

Minęło półtorej godziny, kiedy znowu postanowiłam zadzwonić.

– Cześć, pamiętasz o nas? Czekamy na dworcu, miałeś przyjechać po nas półtorej godziny temu.

– Ale kto mówi?

Moje zdziwienie z lekką domieszką złości sięgało zenitu.

-Jak to kto?! Dwie Polki z Couchurfing.

– ….

-Halo. Jesteś tam?

– Ale przecież… ja właśnie przyprowadziłem dwie Polki z dworca autobusowego do swojego mieszkania.

– Jak to?

Nie wiedziałam co się dzieje.Byłam pewna, że chłopak jest naćpany i kontakt z rzeczywistością sprawia mu duże problemy. Ale przyjechał. Na rowerze. Trzeźwy. Przytomny. Okazało się, że rzeczywiście tej nocy gościł jeszcze dwie Polki, które odebrał z innego dworca autobusowego w Skopje. Nie było to najwspanialsze doświadczenie z CouchSurfing, jakie miałam, ale i takie się zdarzają.

Zlatko oprowadził nas po zabytkowej części stolicy Macedonii. Postanowił zorganizować nam czas co do sekundy. A my postanowiłyśmy mu na to nie pozwolić! Wyrwałyśmy się pod pretekstem chęci zobaczenia Wąwozu Matka, kawałek za miastem.

arbuzy

Dotarcie do tego miejsca nie było łatwe. Autobus jeździł podobno co pół godziny, ale czekałyśmy co najmniej godzinę. Dojechałyśmy do wioski. Do albańskiej wioski pod Skopje. Byłam zachwycona, właśnie tak wyobrażałam sobie albańską wioskę: gdzieś pośrodku niczego białe murowane domy z dachem pokrytym czerwoną dachówką, ulice bez asfaltu, skrzyżowania bez ładu i składu, w centrum meczet i sklepik. Zmęczone długim czekaniem na autobus, a potem podróżą i próbą uzyskania informacji gdzie właściwie jest ten Wąwóz Matka umierałyśmy z pragnienia. W tych warunkach mogłyśmy zrobić tylko jedno: skierowałyśmy nasze kroki do sklepiku i kupiłyśmy dużą, swojską… coca-colę.  Kiedy sprzedawca zobaczył, że dwie dziewczyny piją colę bezpośrednio z dwulitrowej plastikowej butelki, wybiegł ze sklepu z dwoma kubeczkami i nas nimi obdarował.

wąwóz i ja

To było pierwsze zderzenie z albańską gościnnością, przygrywka przed tym, co miało się wydarzyć w Albanii.

A tymczasem w Macedonii… z pomocą mieszkańców wioski udało nam się znaleźć Matkę, pospacerować, porobić zdjęcia apotem spotkać samochód na polskich rejestracjach i wrócić nim do Skopje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s