Piesze wycieczki albo co robić na Majorce zimą

Dużo osób pyta mnie kiedy najlepiej przyjechać na Majorkę. Oczywiście odpowiedź zależy od tego na jaki typ wypoczynku się nastawiacie. Podejrzewam, że większości z Was wyspa kojarzy się z plażowaniem nad ciepłym morzem. I rzeczywiście, właśnie tak można tu spędzić czas latem. Hotele na Majorce nie są otwarte cały rok (poza nielicznymi wyjątkami w pobliżu Palmy). Sezon zaczyna się w okolicach Świąt Wielkanocnych, a pełną parą rusza od pierwszego maja. Kończy się w połowie października, z wyjątkiem hoteli, które oferują wypoczynek jeszcze w trakcie Halloween (wtedy kurorty zapełniają się głównie lokalnymi gośćmi). Poza tym, że zimą zamknięte są hotele, to w miejscowościach, które latem kwitną życiem (takich jak Alcudia, Cala Ratjada czy Cala d’Or…) trudno też znaleźć otwarte restauracje, kluby, wypożyczalnie samochodów czy sklepy. Życie kurortów zimą zamiera. Jeśli więc planujecie leniwy wypoczynek i imprezowanie wieczorem, odwiedźcie Baleary latem.

Continue reading „Piesze wycieczki albo co robić na Majorce zimą”

Języki obce

Nie do końca umiem odpowiedzieć na pytanie: ile znasz języków?
No bo tak: polski – na pewno, angielski – znam, czeski studiowałam, pomieszkiwałam w Ołomuńcu i Pradze, ale to było jakieś 5 lat temu, rosyjskiego nauczyłam się w Turcji, a niemieckiego na Majorce, no i kilka hiszpańskich słówek też w głowie zostało.
Żadnego z języków obcych nie znam tak dobrze, jakbym chciała. Ale co tam! Zanim wyjechałam do Turcji uparcie zapisywałam się na kolejne kursy angielskiego, bo przecież za słabo znam ten język, no i brakowało czasu na naukę innych. Po Turcji wszystko się zmieniło. W magiczny sposób przyswoiłam rosyjski. Jak to się stało? Mój sposób na naukę jest bardzo prosty:

Continue reading „Języki obce”

Warszawa oczami Australijczyka

Życie na walizkach ma to do siebie, że nigdzie nie jesteś u siebie. Zawsze „w gościach”, pomieszkujesz, przesypiasz, a potem pakujesz się i ruszasz dalej. Moje niezdecydowanie między Warszawą a Majorką (bo innych części Polski ani Hiszpanii nie brałam przecież nawet pod uwagę) skończyło się próbą „ułożenia” sobie życia w ojczyźnie. Trochę pewnie pod wpływem pytań znajomych i nieznajomych „o normalne życie” (na liście pytań zadawanych przez gości pracownikom kurortów „co robisz w swoim NORMALNYM życiu?” zajmuje chyba pierwsze miejsce), trochę z potrzeby zamieszkania gdzieś na dłużej niż kilka miesięcy.  Ale od początku wiedziałam, że nawet po powrocie do Polski, tak zupełnie normalnie to wcale nie będzie. No i nie jest. Maj i czerwiec upłynęły mi na wyjazdach, w lipcu szykują się kolejne. W między czasie umowa wynajmu pokoju w Warszawie wygasła, a moim domem na kilka dni stał się hostel. Tani i skromny, ale w centrum. Mekka Ukraińców, ale i jeden Australijczyk się trafił. I o nim właśnie chcę Wam opowiedzieć.

Continue reading „Warszawa oczami Australijczyka”

koło Koła

Znacie tę pokusę, żeby czym prędzej spakować wszystko i wynieść się z miasta gdzieś daleko? Najlepiej na koniec świata, zaszyć w jakiejś głuszy na zawsze tak, żeby nikt nas tam nie znalazł. Znacie czy nie? Ja nie znam. Pewnie dlatego, że na końcu świata to ja się wychowałam. Wieś pośrodku niczego. Żadnego morza, gór czy jezior. Tylko las i z każdym rokiem coraz brudniejsza rzeczka. No i kościół. Obowiązkowo kościół. Do najbliższego naprawdę dużego miasta – Łodzi – jakieś 80 kilometrów.

Continue reading „koło Koła”

Ochryda 2011

Nie wiesz dokąd jechać na wakacje? Nic się nie martw. Podpowiem Ci. Zamknij oczy i wyobraź sobie krystalicznie czystą wodę, dorzuć do tego średniowieczną architekturę: zamek, cerkwie, wszystko to zmiksuj ze szczytami gór i przepis na bajkowe wakacje gotowy. Tak, jesteś nad Jeziorem Ochrydzkim, a dokładniej w Ochrydzie (prawda, że już sama nazwa brzmi magicznie? w moich uszach brzmi).

Continue reading „Ochryda 2011”